Top

Pielgrzymki po Polsce

polskie tradycje bożonarodzeniowe

Myśląc o nadchodzących Świętach wielu z nas ma w głowie „polskie tradycje bożonarodzeniowe”. Tradycji w naszym kraju nie brakuje – owszem, ale czy aby na pewno wszystkie można nazwać: „polskimi”? A tym bardziej: „ogólnopolskimi”?

Jak to jest z Mikołajem?

Zacznijmy może od Pana (jak się okaże, to nie wszędzie jest to mężczyzna!) przynoszącego prezenty. W czasach, kiedy byłem młodszy, niezwykle irytował mnie przekaz ogólnopolskich mediów mówiący o „Świętym Mikołaju”. Przecież Mikołaj przynosi prezenty w… oczywiście Mikołajki, 6 grudnia. 18 dni później w rolę Gościa z Workiem Prezentów wchodzi przecież Gwiazdor. Ten miły Pan pojawia się jedynie w domach Wielkopolski, Kujaw, części Pomorza oraz w niektórych rejonach Opolszczyzny i Dolnego Śląska.

Większość polskich dzieci dostaje jednak prezenty od (poznaniakowi ciężko to przyznać) Świętego Mikołaja. A jak to jest w innych zakątkach naszego kraju? W śląskich domach prezenty przynosi Dzieciątko, na Podbeskidziu – Aniołek, a w regionie podkarpackim – Gwiazdka. Wschód kraju ciąży ku zwyczajom bardziej znad Wołgi – tam prezenty daje dzieciakom Dziadek Mróz.

Słów kilka o lokalnych zwyczajach…

Wracając do mojej rodzinnej Wielkopolski – tu dzieci nie tylko czekają na Gwiazdora, ale też pucują buty, w których ma on zostawić prezenty. Wigilijne oczekiwanie na podarki umilają wszystkim makiełki (lane kluseczki) lub makaron z masą makowo-bakaliową.

Jeśli w wigilijny wieczór będziecie jednak na Pomorzu, to uważajcie podczas jedzenia zupy rybnej – można natknąć się na… niespodziankę. W wielu domach wrzuca się jedną monetę do wazy z pierwszym daniem. Ma ona przynieść szczęście osobie, która chochlą „wylosuje” porcję z pieniążkiem.

Dolnoślązacy zaś, którzy pochodzą przecież w sporej części z Kresów, zajadają się kutią – potrawą z gotowanej pszenicy (czasem w tej roli występuje kasza) z dodatkiem miodu, maku, orzechów i suszonych owoców.

A przemieściwszy się nieco na wschód – na Górny Śląsk – napotkamy na stołach siemieniotkę – zupę z konopi. Jeśli natomiast o północy wybierzecie się na spacer i spotkacie na ulicy młodą i urodziwą (bądź nie) dziewczynę, to nie zdziwcie się. Młode Ślązaczki nasłuchują w wigilijną noc, skąd słychać szczekanie psa – z tej samej strony ma bowiem nadejść wybranek serca.

Ale jedzenie to nie wszystko!

Na Podhalu trzeba bardzo pilnować… łyżek na stole. Powinno ich być tyle, ile osób zasiada do kolacji. Nadmiarowa łyżka zwiastowała rychłe narodziny, a brakująca – śmierć któregoś z domowników. Złą wróżbą bywa też moment, kiedy sztuciec spadnie na podłogę.

Za to na Podlasiu, obok znanego w całej Polsce sianka, pod obrusem można znaleźć również karteczki z życzeniami, na podstawie których przepowiada się przyszłość. Ważna jest też kolejność, w jakiej biesiadnicy siadają do stołu – zawsze od osób najstarszych do najmłodszych. Wierzy się bowiem, że w tej właśnie kolejności domownicy będą umierać.

A jadąc z Podlasia nieco na południe, natkniemy się na jabłka na choinkach. Te popularne w Polsce owoce są wieszane na Lubelszczyźnie przede wszystkim jako symbol Raju – to właśnie jabłka kojarzą nam się ze słynnym, starotestamentalnym owocem. Podobno również z Lubelszczyzny pochodzi, rozpowszechniony w całej Polsce, bożonarodzeniowy zwyczaj dwunastu potraw na stole.

A czy słyszeliście o wigilijnym opłatku, ale… posmarowanym miodem? Tak właśnie bywa w niektórych częściach Podkarpacia. Z kolei tuż po wieczerzy na ulice wsi i miasteczek wyruszają herody – grupy aktorów-amatorów pokazujące historię biblijnej rzezi niewiniątek.

Czas na świąteczną wyprawę!

Jak sami widzicie – jedna Polska, a dziesiątki zwyczajów. W której części kraju chcielibyście najbardziej spędzić Święta Bożego Narodzenia?

Podróżniczy wszystkożerca. Jak trzeba – pakuje plecak i rusza w góry. Przed siebie. Pomimo tego, że ma korzenie niemieckie, najlepiej czuje się w krajach, gdzie regułą jest… brak reguł. Ot dla przykładu w Armenii, w sąsiedniej Gruzji, w Neapolu, czy choćby na Bałkanach. Fanatyk latania i miłośnik gór. A kiedy to wszystko mu się znudzi, to siada na tapczanie i… czyta kolejne przewodniki. Po tych miejscach, gdzie jeszcze nie był.

zostaw komentarze